What 2018 goals have I accomplished?

What 2018 goals have I accomplished?

Pod koniec roku 2018 zobaczyłam na Facebooku pytanie zadane przez Briana Tracy: What 2018 goals have you accomplished? i tak na nie odpowiedziałam u siebie na fanpage’u i na instagramie:

Tak, to wszystko prawda. A jak to było dokładniej?

Fast backward to December 2017:

Rok temu w grudniu dokładnie przed świętami z ulgą przekazaliśmy naszemu kanadyjskiemu prawnikowi komplet – jak nam się wtedy wydawało – dokumentów potrzebnych do starania się o wizę na pobyt stały w Kanadzie. Dokumenty te gromadziliśmy intensywnie i z przeróżnymi perypetiami od naszych drugich wakacji w Kanadzie w sierpniu 2017 r. To właśnie podczas tamtych wakacji nastąpił przełomowy moment w podejmowaniu decyzji co do tej przeprowadzki. Mianowicie kanadyjski prawnik o pamiętnym imieniu James (nie, nie ten, o którym piszę w pierwszym zdaniu, zaraz się przekonasz dlaczego) powiedział nam, że NIE MAMY ŻADNYCH SZANS, ŻEBY UZYSKAĆ TĘ WIZĘ. Tak, to właśnie dzięki Jamesowi i tym kilku minutom, w których myślałam, że nie mamy szans, ostatecznie się na to zdecydowałam, bo wahałam się od czasu naszych pierwszych wakacji w Kanadzie w 2016 r. Przez cały rok rozważałam miliony za i przeciw, myśląc, że to MOJA decyzja, a tu nagle jakiś James mi mówi, że nie mamy szans 😉 Ha, no to ja mu pokażę! 🙂 (jeśli zastanawiacie się, co z decyzją mojego męża, to sytuacja wyglądała tak, że on się zdecydował dużo wcześniej niż ja i to ja się wahałam ze względu na moją ukochaną, wychuchaną, prężnie rozwijaną przez lata firmę. Nasza córka natomiast i tak chodziła do Kanadyjskiej Szkoły w Warszawie, więc dla niej to i tak był najmniejszy szok).

James zmienił zdanie po 5 minutach, kiedy skonsultował się ze swoją asystentką, która wcześniej nas przekonywała, że owszem jak najbardziej mamy szanse. Przez te parę minut uzmysłowiła mu, gdzie się pomylił przy dodawaniu punktów. My sami jeszcze wtedy nie mieliśmy pojęcia, jak się te punkty liczy, dopiero później staliśmy się ekspertami od liczenia ich punktów i statystyk poziomów punktów, od których dostawało się zaproszenie – ale UWAGA nie zaproszenie do przyjazdu do Kanady, tylko zaproszenie do złożenia wniosku. Tak, trzeba było mieć określoną liczbę punktów, żeby zostać dopuszczonym do złożenia wniosku. Punkty były za wszystko, a sam wniosek dotyczył wszystkiego. Nie, nie przesadzam. Zostaliśmy prześwietleni na wylot. 

Tak więc w grudniu 2017 r. złożyliśmy z trudem zgromadzone dokumenty (tak, wyobraźcie sobie np. łatwość, z jaką uzyskuje się transkrypty ocen ze studiów, które kończyło się kilkanaście lat wcześniej i prosi panie w sekretariacie, żeby wysłały je do Kanady, bo muszą być wysłane bezpośrednio przez uczelnię). Termin złożenia wniosku mieliśmy w walentynki, czyli 14 lutego 2018 r. W styczniu prawniczka, która się na tamtym etapie zajmowała naszą sprawą, zaczęła intensywnie sprawdzać te dokumenty i wtedy okazało się, że różne  informacje i dokumenty muszą być albo bardziej szczegółowe albo np. z aktualną datą – tak, wyobraźcie sobie np. że idziecie w 2018 r. do pracodawcy, u którego zakończyliście pracę w 2006 r. z prośbą o wystawienie zaświadczenia, że u niego pracowaliście, gdyż świadectwo pracy wystawione w 2006 r. ma (sic!) nieaktualną datę. Albo przekonujecie się, że bycie dumnym przedsiębiorcą od ponad 10 lat nie do końca wystarcza, bo sami sobie nie możecie wystawić świadectwa pracy, a sam wpis do rejestru nie bardzo wystarcza, bo co z tego, że firma istnieje od tylu lat, ale może wcale nie zarabia? I wtedy nastąpił kolejny przełomowy dla mnie moment – musiałam poprosić swoją księgową o bilanse ze wszystkich lat prowadzenia przeze mnie działalności. Nigdy wcześniej nie miałam takiej potrzeby, powiem szczerze, nigdy wcześniej nawet nie przyszło mi to do głowy. I wtedy mając przed sobą te pojedyncze kartki z przychodem, kosztami i dochodem ze wszystkich lat uzmysłowiłam sobie dwie rzeczy – jedną, że przez 10 lat (od 2007 do 2017) przychody mojej firmy wzrosły równo 10-krotnie, a po drugie – co jeszcze ważniejsze – przez te wszystkie lata miałam je w d* na tyle, że nigdy nie przyszło mi do głowy je porównywać rok do roku. Przez te wszystkie lata, kiedy ta firma była dla mnie drugim dzieckiem, kiedy rozwijałam ją z taką pasją i taką miłością, jakie tylko byłam w stanie jej dać i owszem dbałam o to, by na bieżąco starczało na wszystkie wydatki firmowe i osobiste (NIDGY przez te wszystkie lata nie wzięłam żadnego kredytu (oprócz leasingu na samochód) i nigdy nie miałam żadnych długów – teraz już wiem, że taka strategia nazywa się bootstrapping, wtedy to był dla mnie po prostu zdrowy rozsądek), to – jak wyraźnie się przekonałam w tamtym momencie – pieniądze nigdy nie były moją główną motywacją. 

Teraz kiedy dojrzałam do tego, by dostrzec, że jestem – jak to mówi Gary Vaynerchuk – „true born entrepreneur” – absolutnie nie neguję wagi pieniędzy w prowadzeniu i rozwijaniu własnej firmy, jednak to z czego jestem dumna i co poleciłabym każdej osobie, która chce założyć firmę, to to by nie na tym budować, by pieniądze nie były fundamentem naszego budynku, a raczej jego dachem, uwieńczeniem, ukoronowaniem, a fundamentem powinna być pasja, chęć dzielenia się swoimi odkryciami i wiedzą, oraz miłość – wcale nie przesadzam – i to na dodatek musi to być miłość bezwarunkowa, bo własna firma potrafi dać w kość, potrafi dowalić, potrafi sprawić, że będą momenty, w których zwątpisz – i tylko w sytuacji, kiedy kochasz to, co robisz bezwarunkowo – będziesz wiedzieć – tak jak ja zawsze wiedziałam w tych trudnych momentach – że i tak NIGDY nie zrezygnujesz z tego, co robisz, więc nie ma po prostu innego wyjścia, jak przetrwać te trudniejsze momenty.

Wracając do tematu – cały styczeń i połowę lutego „bawiliśmy się” z wnioskiem i dokumentami – przy czym oczywiście oboje z mężem nadal normalnie pracowaliśmy. 14 lutego złożyliśmy wreszcie wniosek. Nikt nie był w stanie powiedzieć nam dokładnie, ile czasu zajmie jego rozpatrzenie. Był jakiś górny limit, ale liczyliśmy na to, że stanie się to szybciej. I faktycznie – dostaliśmy decyzję, że możemy się przeprowadzić 11 kwietnia. Już po 2 miesiącach. 

To teraz wyobraźcie sobie co się działo w naszym życiu w okresie 11 kwietnia – 11 czerwca, bo to właśnie 11 czerwca ja wyjechałam jako pierwsza szukać dla nas mieszkania i szkoły dla Marysi, a Piotrek i Marysia dołączyli do mnie 16 lipca 2018 – dokładnie w moje 37 urodziny. 

Przez dwa miesiące od momentu, w którym dowiedzieliśmy się o pozytywnej decyzji (11 kwietnia 2018) do mojego wyjazdu (11 czerwca 2018) musieliśmy zamknąć 80-metrowe biuro w centrum Warszawy, które wynajmowałam od 10 lat i przejrzeć KAŻDĄ rzecz w biurze i w mieszkaniu, dzieląc je na te na sprzedaż, te do wyrzucenia, te które miały jechać do Kanady, te które miały zostać w Polsce na przechowanie. Oczywiście CAŁY CZAS pracowałam do samego wyjazdu, prowadząc zajęcia w kancelariach i własnej szkole oraz wykonując tłumaczenia i prowadząc działalność online (no dobra, bądźmy szczerzy to ostatnie niezbyt intensywnie w tamtym okresie). 

Pierwsze dwa miesiące w Kanadzie to było totalne wicie gniazda na nowo, wynajęcie mieszkania, kupienie większości rzeczy, ogarnięcie szkoły Marysi, a w międzyczasie trochę jak grom z jasnego nieba doszła do tego wszystkiego kwestia moich studiów. Bo tak – w przeciwieństwie do tego, co wiele osób myślało – ja nie wyjechałam do Kanady na studia. Tak jak napisałam powyżej pomysł tej przeprowadzki zrodził się mgliście już w wakacje 2016 r., a od wakacji 2017 r. zaczęliśmy intensywnie działać w tym kierunku. Natomiast o MOICH UKOCHANYCH NIESAMOWITYCH NAJCUDOWNIEJSZYCH STUDIACH (nota bene czwartych w życiu) dowiedziałam się dopiero PO TYM, JAK JUŻ DOSTALIŚMY WIZY, czyli gdzieś między 11 kwietnia 2018 r. a 11 czerwca 2018 r. 

Kiedy będę Wam opowiadać swoją historię bardziej szczegółowo w mojej nowej książce (planuję ją napisać w tym roku i będzie ona dostępna bezpłatnie jako e-book, natomiast audiobook będzie stanowił kilka pierwszych odcinków mojego wznowionego podcastu), to zrozumiecie dlaczego i w jakim sensie traktuje te studia (Global Professional Master of Laws, University of Toronto) JAKO NAGRODĘ. Tak, to moja słodka Nagroda. I tak, naprawdę kosztują 40 tysięcy dolarów kanadyjskich, czyli mniej więcej 120 tysięcy złotych 🙂 Ale są warte każdej złotóweczki 😉 

Podsumowując, miesiące 1 i 2 roku 2018 – intensywne przygotowywanie wniosku, miesiące 3 i 4 – czekanie na decyzję, miesiące 5 i 6 – zamknięcie spraw w Polsce i przygotowania do przeprowadzki (hmmm, czyżbym zapomniała napisać, żebyście sobie wyobrazili, że przewozicie kontener rzeczy i każą Wam opisać KAŻDĄ pojedynczą rzecz, podając jej wartość i numer seryjny, jeśli posiada), a także finalizacja przekształcenia mojego stacjonarnego biznesu w biznes w 100% online, miesiące 7 i 8 – organizacja nowego życia w Toronto, miesiące 9 i 10 – rozpoczęcie studiów prawniczych przeze mnie, a nowej szkoły przez Marysię, miesiące 11 i 12 – dopiero tu ogarnęłam to wszystko na tyle, by intensywnie wrócić do mojej działalności online i zdecydować, na których projektach będę się skupiać w 2019 r. 

I tak moimi priorytetami będą bardzo częste publikacje w social mediach (tak, pod koniec 2018 r. udawało mi się utrzymywać częstotliwość postów na Facebooku na poziomie 4 dziennie i to jest mój target na cały 2019 r.), zaczęłam też działalność na instagramie, którą od stycznia planuję poszerzyć o Stories. Chcę wydać w 2019 r. dwie książki papierowe: drugą część Advanced Legal English for Polish Purposes oraz drugą część Infographic Legal English, a także e-booka i audiobooka, o którym pisałam powyżej. A najszybciej doczekacie się szkolenia online z umów, którego premiera odbędzie się na początku roku – styczeń, najpóźniej luty 🙂

Ps 1. Mam na swojej mapie marzeń też dwa dodatkowe projekty zawodowe, ale o tym na razie cicho sza, będę się chwalić dopiero jak starczy na nie czasu 🙂 

Ps 2. Jeśli jesteś taki/a, jak większość moich czytelników, na pewno chcesz wiedzieć (podkradałam ten tekst z rewelacyjnej serii książek dla dzieci …-Story Treehouse), czy przeprowadziliśmy się do Kanady na stałe. Odpowiedź jest bardzo prosta, wręcz cliche: jeszcze nie wiemy, życie pokaże 😉 

Dziękuję, że uczysz się Legal English ze mną!

Anna Młodawska


Wszelkie prawa zastrzeżone. © Anna Młodawska 2014-2019. Wszystkie wpisy w dziale FREEBIES – BEZPŁATNE MATERIAŁY są przeznaczone wyłącznie do prywatnego użytku osób fizycznych. Zabrania się publikowania ich w jakiejkolwiek formie (w tym na innych stronach w Internecie) oraz wykorzystywania ich do jakichkolwiek celów komercyjnych, w tym do prowadzenia lekcji języka angielskiego. 

Nowe hasła w słowniku
i nowe wpisy na blogu
są dodawane
każdego tygodnia
PREZENT za zapisanie się na newsletter
50 ZDAŃ PO ANGIELSKU
PRZYDATNYCH DLA PRAWNIKA PODCZAS ROZMOWY Z KLIENTEM (TABELE, AUDIO, FISZKI, TEST)
Anna Młodawska
anna.mlodawska@legalenglishexpert.pl

Anna Młodawska – autorka dwóch podręczników: „Advanced Legal English for Polish Purposes” oraz "Infographic Legal English", tłumaczka przysięgła języka angielskiego, lektorka Legal English posiadająca kilkunastoletnie doświadczenie w nauczaniu prawników i tłumaczy we własnej szkole, w warszawskich kancelariach oraz w Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW, absolwentka anglistyki UW, Interdyscyplinarnego Podyplomowego Studium Kształcenia Tłumaczy UW oraz Podyplomowego Studium Prawa Europejskiego UW. Przez ponad 10 lat prowadziła w Warszawie biuro tłumaczeń prawniczych i stacjonarną szkołę Legal English „Transkrypt”. Aktualnie mieszka w Kanadzie i studiuje prawo na University of Toronto, kontynuując z nieustającą pasją nauczanie polskich prawników i tłumaczy online. www.facebook.com/transkrypt www.instagram.com/legalenglishexpert